Nagroda szymborskiej 2018 – moje typy

Tak jakoś głupio wyszło, że Ziemia krąży wokół Słońca, a w dodatku się obraca i jakby tego było mało, jest jeszcze nachylona względem płaszczyzny ekliptyki. W efekcie w kółko dzieje się na niej mniej-więcej to samo w regularnych odstępach. Prawa astrofizyki są nieubłagane i siłą rzeczy oddziałują na istotki zamieszkujące planetę, które chcąc-nie chcąc muszą uwzględniać cykliczny charakter ruchu Ziemi w swojej kulturze. Efekt? Jak co roku od pięciu lat, w czerwcu zostanie przyznana Nagroda Poetycka im. Wisławy Szymborskiej.

Skłamałbym, oczywiście, gdybym powiedział, że przeczytałem wszystkie 80 książek, które zostały zakwalifikowane do drugiego etapu nagrody. Myślę jednak, że przeczytałem ich wystarczająco dużo, aby tkwiąca we mnie żyłka hazardu drgnęła i pozwoliła mi wytypować parę tomów, które w moim mniemaniu zostaną (a raczej powinny zostać) nominowane. Typowanie rozstrzygnie się w czasie konferencji prasowej 19 kwietnia. Czyli jutro. Tymczasem – do rzeczy.

1 – Roman Honet – ciche psy

Biuro Literackie

Nowa książka krakowskiego poety jest rewelacyjna i stanowi błyskotliwy punkt zwrotny w jego twórczości, realizując nowy paradygmat poznawczy bez zniszczenia tego, co u Honeta najbardziej pociągające, czyli obrazowej, surrealistycznej poetyki. Tak się jednak składa, że Honet dostał już Szymborską za Świat był mój. Nie powinna to być żadna przeszkoda, ale spójrzmy prawdzie w oczy: jest. Dlatego to typ mocno ryzykowny.

2 – Maciej Woźniak – Obywatelstwo podwójnego kraju

WBPiCAK

Obywatelstwo… nie jest najlepszą książką Woźniaka, bo – jak mi się zdaje – tytułu nadal broni Ucieczka z Elei. Nie zmienia to faktu, że tom jest bardzo dobry, świetnie pokazuje, że strategie klasycystyczne wcale nie muszą być nudne ani niedzisiejsze, a Woźniak od bardzo dawna, jak to się ładnie mówi, „robi robotę”, nadążając wartko za współczesnością, co zresztą świetnie pokazuje również w swoich tekstach na Dwutygodniku.

3 – Julia Fiedorczuk – Psalmy

Fundacja Karpowicza

Bezprecedensowy w ostatnich czasach wypadek książki poetyckiej, która przy pewnej dozie powściągliwego klasycyzmu i dążności do operowania na fundamentaliach, ani na sekundę nie wpada w patos, wielkosłowność i płaczliwy ton. Jednocześnie nie sięga również do przepastnego wora ironii, autoironii czy postironii. Jest to liryka w najlepszym tego słowa znaczeniu, refleksyjna, nowoczesna, operująca konkretem w równej mierze, co abstrakcją; a przy okazji absolutnie przepięknie wydana.

4 – Ilona Witkowska – Lucyfer zwycięża

Ha!Art

Nie było jeszcze w Polsce tak dobrej książki utrzymanej tak ściśle w nurcie poezji zaangażowanej – i nawet jeśli Witkowska nominacji w końcu nie otrzyma, to nie wierzę, że umknie uwadze kapituły. Minimalistyczna precyzja połączona z rozsądnym wkurwem nikomu nie może umknąć.

5 – Andrzej Sosnowski – Trawers

Biuro Literackie

Nie oszukujmy się, prawie w każdej edycji nagrody nominowany jest jakiś szacowny nestor polskiej poezji. W tym roku może to być Sosnowski, Lipska, Kierc, Jarniewicz albo Kronhold (ale on był nominowany w zeszłym roku za absurdalnie zły Skok w dal) – z tej piątki wybieram Sosnowskiego, bo może i jego książka niewiele zmienia w kontekście reszty twórczości, ale za to jest bardzo dobra.

 

 

LISTA REZERWOWA

No dobra, ale ciekawsze rzeczy dzieją się chyba tam, gdzie nominacji raczej nie przewiduję, a fajnie by było, gdyby się pojawiły.

  • Robert Rybicki – Dar Meneli (BL). Rybie za tę książkę należy się jakaś nagroda jak psu buda, niestety, autor jest tak trudny, że nikt o zdrowych zmysłach go nie nominuje. Ale kiedyś napisze coś tak dobrego, że nawet to nie będzie miało znaczenia i dostanie. I jeszcze nam pokaże.
  • Maciej Topolski – na koniec idą (Dom Literatury w Łodzi). Bardzo trudna, ale świetna liryka filozoficzna, w którą trzeba się solidnie wgryźć, o czym boleśnie się przekonałem, pisząc niezbyt przychylną minirecenzję, tylko po to, żeby później pośpiesznie odwoływać to co napisałem. Niestety – debiut. Szanse znikome.
  • Darek Foks – Kronsztad (WBPiCAK). Konsekwentna, mikromalistyczna poetyka Foksa (o wiele ciekawsza niż u Sendeckiego), rozwijana od parunastu lat, naprawdę zasługuje w końcu na porządne wyróżnienie – ale Foks ma po prostu mega pecha do nagród i nic nie wskazuje na to, żeby miało się to zmienić.
  • Agata Jabłońska – Raport wojenny (WBPiCAK). Moim zdaniem książka równie dobra co Witkowskiej, utrzymana w bardziej uniwersalnym rejestrze niż Lucyfer zwycięża, ale o wiele mniej efektowna – dlatego może przepaść. Zwłaszcza, że to również debiut.
  • Kacper Bartczak – Pokarm suweren (BL). Bardzo ciekawy przykład poezji… dziwnej poezji. Zdecydowanie zbyt hermetyczny.

Oczywiście cały ten wpis nie ma większego sensu. Kapituła Szymborskiej wielokrotnie udowodniła swoją całkowitą nieprzewidywalność, co zresztą ma swój głęboki sens. Nie wspominając o tym, że składa się w 80% z osób nie obcujących na co dzień z polską sceną literacką, wolna jest więc od wpływu plotek, recenzji i blurbów – w przeciwieństwie do nas. Jak będzie, przekonamy się jutro. A jakie są wasze typy?

Pięć książek poetyckich idealnych na kiepski prezent

Jeżeli naprawdę zamierzasz kupić komuś na gwiazdkę książkę z wierszami, to oznacza, że albo jesteś psychopatycznym fanem liryki z poczuciem misji, albo masz w rodzinie kogoś, kogo nie lubisz – polecam rozważyć ten pomysł i zdecydować się na skuter wodny, ewentualnie nowego Xboxa. Jeśli jednak się uwziąłeś i/lub któreś z powyższych jest prawdą, względnie nie chcesz stracić dwóch kafli na konsolę, przygotowałem krótki wybór.

1. Marcin Sendecki – W
prezent na gwiazdkę
Biuro Literackie, 2015

Umówmy się – nie znajdziecie lepszego tomu wierszy na prezent. Po pierwsze, jest szansa, że obdarowany faktycznie przeczyta chociaż kilka utworów, ponieważ większość z nich nie ma nawet dwóch wersów. Po drugie, recenzja książki ukazała się (z rocznym opóźnieniem, ale nie bądźmy małostkowi) w Gazecie Wyborczej, więc istnieje niewielkie, ale jednak, prawdopodobieństwo, że ktoś skojarzy nazwisko i nie pomyli go z Wielkim Inkwizytorem Eugeniuszem Sendeckim. Po trzecie, W jest doskonałym pretekstem do burzliwej dyskusji na temat tego, że współczesna poezja to nie poezja i czemu to się nie rymuje, przecież ja też bym takie napisał.

2. Szczepan kopyt – wypisy dla klas pracujących
prezent na gwiazdkę
WBPiCAK, 2017

Koniecznie dla osoby ze skrzywieniem prawicowym, najlepiej bratu-korwiniście albo wujkowi-przedsiębiorcy, bo dawanie Kopyta wyborcy Razem jest trochę jak wyważanie drzwi obrotowych. Przy odrobinie szczęścia osiągniesz sążnisty flamewar przy wigilii, a jeśli naprawdę ci się pofarci, to nie tylko zyskasz nowego marksistę w rodzinie, ale w dodatku dostarczysz światu dowodu na zasadność istnienia liryki zaangażowanej.

3. Roman honet – ciche psy
prezent na gwiazdkę
Biuro Literackie, 2017

Ta książka powinna powędrować do tej jednej osoby w rodzinie, która uwielbia święta i chodzi po domu w swetrze z reniferami i czapce Mikołaja. I cały czas podśpiewuje Last Christmas. Po lekturze kilku pierwszych wierszy z cichych psów zrozumie, że nie ma czegoś takiego, jak szczęście, że istnieje tylko miłość i śmierć, obydwie są siłami nieokiełznanymi i równie niszczycielskimi, a smutek to bieg krwi. Resztę świąt spędzi płacząc w łóżku, a ty będziesz mógł spokojnie słuchać nowego Organka zamiast Wham!.

 

 

4. Jakobe Mansztajn – Studium przypadku
prezent na gwiazdkę
WBPiCAK, 2014

Można spokojnie założyć, że Mansztajn już nic nie wyda w przerwach od robienia nieśmiesznego programu w telewizji, więc będziesz mógł sprzedać młodszej siostrze czy wrażliwej cioci smutną historię poety, który pisał piękne wiersze, ale zmarł bardzo młodo i już nic nie stworzy. Będzie wzruszająco i familijnie, zrobisz wrażenie, a zapewne nikt się nie zorientuje, że mylisz go z Pułką.

 

 

5. Adam Zagajewski – Wiersze wybrane
prezent na gwiazdkę
Wydawnictwo a5, 2010

Absolutna klasyka, w każdym tego słowa znaczeniu. Przyda się, kiedy autor dostanie Nobla, a w międzyczasie będzie się pięknie prezentować na półce między Pismem Świętym a Encyklopedią.

 

 

 

 

 

Jeśli macie inne propozycje, jaka książka poetycka zepsuje (albo i naprawi) komuś święta, bardzo chętnie je poznam!

Onewierszstand; Honet, „litość, ptak z betonu”

litość, ptak z betonu

im głębiej śpię, tym biją mnie
mocniej, plują w twarz, kopią
w głowę – ta kotwica z neuronów,
skręconego deszczu, kobiety –
nie zdarzyły się nigdy,
ale – pozostały. albo
je przyciągnęły liny holownicze,
albo je litość stawia
przed oczami sama. inaczej:
noc nie wybiera snów, tak w drewnie,
jak i w ziemi, a litość, ten ptak, chociaż z betonu,
wie, że śpiewać musi.
i tak to idzie:

nigdzie, czyli tu,
nic – nowy początek.

Nową książkę Romana Honeta uważam za książkę rewelacyjną i nawet dałem temu wyraz na piśmie. Wierszy, które zasługują na pochylenie się i osobną analizę jest w niej multum – a co jeden, to trudniejszy i stawiający większy opór czytelnikowi. Utwór wieńczący książkę, przytaczany powyżej, jest jednym z tych, które urzekły mnie najsilniej.

Ciche psy – Biuro Literackie 2017

„głowa – kotwica z neuronów”. Który melancholik albo migrenik nie zna uczucia, że najlepiej byłoby poddać się bezwzględnej kapitulacji w stosunku do swojego mózgu, najlepiej kapitulacji poprzez dekapitację? Gdy o trzeciej w nocy sen nie tylko nie przychodzi, ale oddala się jeszcze bardziej przez obsesyjne myśli i kompulsywne bóle, poczucie bezsilności sięga zenitu (albo dna).

„kobiety – nie zdarzyły się nigdy,/ ale – pozostały. […] albo je litość stawia/ przed oczami sama.” – Jaki mężczyzna nigdy nie wspominał kobiet, które w życiu spotkał, nie upatrywał w nich, jak Cioran, jakiejś ucieczki od nieznośności wszystkiego, nie szukał wytchnienia w widmie kobiety wyobrażonej, wymarzonej i nieodnalezionej, albo odnalezionej i utraconej? Inaczej: noc nie wybiera snów, bo snów w nocy nie ma, są tylko wspomnienia. I wtedy litość, nad samym sobą, oczywiście, bo nad kim innym się litować w pustym, bezsennym pokoju, wie, że śpiewać musi:

„nigdzie, czyli tu,/ nic – nowy początek”, kolejna przestrzeń nieoznaczoności, w której obserwowany zmienia stan przez niewykrywalnego obserwującego, kolejny czas, kolejna noc nieprzespana.