Typografia i poezja

Fundacja Karpowicza, 2017

Jestem bardzo wrażliwy na to, jak książka jest wydana. Tymczasem wydawnictwa poetyckie w Polsce mają pewne problemy z dbaniem o oprawę graficzną i edytorską swoich książek. Króluje chyba podejście, że skoro nikt tego nie kupuje, to równie dobrze można olać sprawę, ale abstrahując już od walorów artystycznych, traci na tym również marketing. Umówmy się – sporej części nowych tomów wierszy przeciętny człowiek nie weźmie do ręki, jeśli nie kojarzy nazwiska autora. Najlepiej, oczywiście, wypadają giganci: WBPiCAK oraz Biuro Literackie.

Żeby daleko nie szukać, okładki Piotra Zdanowicza, pracującego dla WBPiCAKu, są zazwyczaj trafione w punkt, albo przynajmniej nie rażą. W dodatku widać, że wydawnictwo to stara się coś robić z oprawą swoich książek, szuka różnych formatów, układów, zindywidualizowanych dla danego dzieła. Niestety, gorzej jest z warstwą typograficzną – powtarzają się te same fonty w tych samych, sprawdzonych połączeniach, wariacji w zasadzie brak. Nieco gorzej, ale i tak przyzwoicie robi to Biuro Literackie, w którym za grafikę często odpowiada sam Artur Burszta (co bywa ryzykowne, por. słynna, okropna okładka do wierszy Pułki), a za skład – różne osoby, często poeci. Mniejsza jednak o wpadki okładkowe – kłopot w tym, że każda ich książka jest prawie taka sama. W podobnym albo tym samym formacie, na tym samym papierze, a przede wszystkim wiecznie, wiecznie tym samym fontem, niezależnie od treści i zawartości tomu. Nuda.

Mniejsze wydawnictwa to w ogóle często jest horrendum – wszystko wydane bez ładu i składu, w formatach wyjętych z koszmaru drukarza, zazwyczaj nieporęcznych, z typografią wołającą o pomstę do nieba itd. Widywałem książki, w których numer strony był podany drukiem o dziesięć-dwanaście stopni większym niż wszystko inne, albo takie, gdzie między wierszami nie było przerw poza znakiem gwiazdki, najwyraźniej żeby zaoszczędzić miejsce. Wiem, co zaraz padnie: porządne opracowanie książki to pieniądze, ceny wzrastają i dlatego właśnie książki BL i WBPiCAKu kosztują horrendalne 30-35 zł.

 

A niedawno dostałem do ręki Psalmy Julii Fiedorczuk, wydane przez Fundację na Rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza, za których wygląd odpowiadał w całości Artur Skowroński (zaprojektował też Cichy chłód Hanny Janczak, również chwalony przeze mnie za estetykę wydania). Już samo powierzenie roboty w całości Skowrońskiemu jest godne pochwały, ponieważ tom zaprojektowany od początku do końca (skład, ilustracje, okładka) przez jednego grafika zawsze będzie bardziej zwarty i konsekwentny od tego, nad którym pracują niezależnie od siebie trzy osoby.

 

Książka jest przepiękna. Gustowna, minimalistyczna okładka wydrukowana jest na fakturowanym papierze, który w innych wypadkach zapewne wypadłby słabo, ale tutaj pasuje doskonale. Znajdziemy w niej serię porządnych, równie minimalistycznych ilustracji, a raczej interludiów graficznych, opartych na motywach roślinnych, pięknie zgranych z treścią tomu (nawiasem, jestem prawie pewien, że są oparte na jakimś darmowym wektorze albo brushu z Photoshopa, co tylko dowodzi, że da się zrobić coś z niczego). Wszystko w miękkich, pastelowych kolorach.

This slideshow requires JavaScript.

Nie dość, że książka ma ciekawy, niestandardowy format, to jeszcze charakteryzuje się świetną typografią – zarówno na okładce, jak i w środku. Ładnie połączony font szeryfowy w wierszach i bezszeryfowy w tytułach tworzą spójną, estetyczną całość. Ani nie wchodzą sobie w paradę, ani się nie zlewają. Skowroński oszczędnie operuje boldem i kursywą, do wyróżnień używając raczej kolorów (jak choćby na stronie redakcyjnej). Do książki dołączona jest płyta z muzyką, również świetnie wydrukowana. Można się czepić tylko tego, że całość jest słabo klejona, co każe mi obawiać się o jej trwałość.

Do czego dążę? Dostajemy do ręki świetnie wydaną książkę, z piękną grafiką i okładką, wydaną na jakościowym papierze, z bardzo dobrą typografią, a w dodatku z płytą CD. Wiecie, jaka jest cena okładkowa? 15 zł.

Piętnaście złotych polskich.

Da się? Da się.

A jakby tego było mało, to same wiersze też są rewelacyjne.