Pięć książek poetyckich idealnych na kiepski prezent

Jeżeli naprawdę zamierzasz kupić komuś na gwiazdkę książkę z wierszami, to oznacza, że albo jesteś psychopatycznym fanem liryki z poczuciem misji, albo masz w rodzinie kogoś, kogo nie lubisz – polecam rozważyć ten pomysł i zdecydować się na skuter wodny, ewentualnie nowego Xboxa. Jeśli jednak się uwziąłeś i/lub któreś z powyższych jest prawdą, względnie nie chcesz stracić dwóch kafli na konsolę, przygotowałem krótki wybór.

1. Marcin Sendecki – W
prezent na gwiazdkę
Biuro Literackie, 2015

Umówmy się – nie znajdziecie lepszego tomu wierszy na prezent. Po pierwsze, jest szansa, że obdarowany faktycznie przeczyta chociaż kilka utworów, ponieważ większość z nich nie ma nawet dwóch wersów. Po drugie, recenzja książki ukazała się (z rocznym opóźnieniem, ale nie bądźmy małostkowi) w Gazecie Wyborczej, więc istnieje niewielkie, ale jednak, prawdopodobieństwo, że ktoś skojarzy nazwisko i nie pomyli go z Wielkim Inkwizytorem Eugeniuszem Sendeckim. Po trzecie, W jest doskonałym pretekstem do burzliwej dyskusji na temat tego, że współczesna poezja to nie poezja i czemu to się nie rymuje, przecież ja też bym takie napisał.

2. Szczepan kopyt – wypisy dla klas pracujących
prezent na gwiazdkę
WBPiCAK, 2017

Koniecznie dla osoby ze skrzywieniem prawicowym, najlepiej bratu-korwiniście albo wujkowi-przedsiębiorcy, bo dawanie Kopyta wyborcy Razem jest trochę jak wyważanie drzwi obrotowych. Przy odrobinie szczęścia osiągniesz sążnisty flamewar przy wigilii, a jeśli naprawdę ci się pofarci, to nie tylko zyskasz nowego marksistę w rodzinie, ale w dodatku dostarczysz światu dowodu na zasadność istnienia liryki zaangażowanej.

3. Roman honet – ciche psy
prezent na gwiazdkę
Biuro Literackie, 2017

Ta książka powinna powędrować do tej jednej osoby w rodzinie, która uwielbia święta i chodzi po domu w swetrze z reniferami i czapce Mikołaja. I cały czas podśpiewuje Last Christmas. Po lekturze kilku pierwszych wierszy z cichych psów zrozumie, że nie ma czegoś takiego, jak szczęście, że istnieje tylko miłość i śmierć, obydwie są siłami nieokiełznanymi i równie niszczycielskimi, a smutek to bieg krwi. Resztę świąt spędzi płacząc w łóżku, a ty będziesz mógł spokojnie słuchać nowego Organka zamiast Wham!.

 

 

4. Jakobe Mansztajn – Studium przypadku
prezent na gwiazdkę
WBPiCAK, 2014

Można spokojnie założyć, że Mansztajn już nic nie wyda w przerwach od robienia nieśmiesznego programu w telewizji, więc będziesz mógł sprzedać młodszej siostrze czy wrażliwej cioci smutną historię poety, który pisał piękne wiersze, ale zmarł bardzo młodo i już nic nie stworzy. Będzie wzruszająco i familijnie, zrobisz wrażenie, a zapewne nikt się nie zorientuje, że mylisz go z Pułką.

 

 

5. Adam Zagajewski – Wiersze wybrane
prezent na gwiazdkę
Wydawnictwo a5, 2010

Absolutna klasyka, w każdym tego słowa znaczeniu. Przyda się, kiedy autor dostanie Nobla, a w międzyczasie będzie się pięknie prezentować na półce między Pismem Świętym a Encyklopedią.

 

 

 

 

 

Jeśli macie inne propozycje, jaka książka poetycka zepsuje (albo i naprawi) komuś święta, bardzo chętnie je poznam!

Onewierszstand; Honet, „litość, ptak z betonu”

litość, ptak z betonu

im głębiej śpię, tym biją mnie
mocniej, plują w twarz, kopią
w głowę – ta kotwica z neuronów,
skręconego deszczu, kobiety –
nie zdarzyły się nigdy,
ale – pozostały. albo
je przyciągnęły liny holownicze,
albo je litość stawia
przed oczami sama. inaczej:
noc nie wybiera snów, tak w drewnie,
jak i w ziemi, a litość, ten ptak, chociaż z betonu,
wie, że śpiewać musi.
i tak to idzie:

nigdzie, czyli tu,
nic – nowy początek.

Nową książkę Romana Honeta uważam za książkę rewelacyjną i nawet dałem temu wyraz na piśmie. Wierszy, które zasługują na pochylenie się i osobną analizę jest w niej multum – a co jeden, to trudniejszy i stawiający większy opór czytelnikowi. Utwór wieńczący książkę, przytaczany powyżej, jest jednym z tych, które urzekły mnie najsilniej.

Ciche psy – Biuro Literackie 2017

„głowa – kotwica z neuronów”. Który melancholik albo migrenik nie zna uczucia, że najlepiej byłoby poddać się bezwzględnej kapitulacji w stosunku do swojego mózgu, najlepiej kapitulacji poprzez dekapitację? Gdy o trzeciej w nocy sen nie tylko nie przychodzi, ale oddala się jeszcze bardziej przez obsesyjne myśli i kompulsywne bóle, poczucie bezsilności sięga zenitu (albo dna).

„kobiety – nie zdarzyły się nigdy,/ ale – pozostały. […] albo je litość stawia/ przed oczami sama.” – Jaki mężczyzna nigdy nie wspominał kobiet, które w życiu spotkał, nie upatrywał w nich, jak Cioran, jakiejś ucieczki od nieznośności wszystkiego, nie szukał wytchnienia w widmie kobiety wyobrażonej, wymarzonej i nieodnalezionej, albo odnalezionej i utraconej? Inaczej: noc nie wybiera snów, bo snów w nocy nie ma, są tylko wspomnienia. I wtedy litość, nad samym sobą, oczywiście, bo nad kim innym się litować w pustym, bezsennym pokoju, wie, że śpiewać musi:

„nigdzie, czyli tu,/ nic – nowy początek”, kolejna przestrzeń nieoznaczoności, w której obserwowany zmienia stan przez niewykrywalnego obserwującego, kolejny czas, kolejna noc nieprzespana.