Wiersz Tomasza Bąka, którego nie przeczytacie gdzie indziej

 

The Classical

Radkowi Jurczakowi

Zaprószenie ognia eksplozją kineskopu,
ostatni pomruk maszyny eksplozywnej
jak młody Larry Nance; eksplozywna mimika
eksplozywnego despoty raptem chwilę przed.

Zerwijmy z dyktatem urzędów statystycznych, powiedzmy:
na świecie żyje tylko dwanaście osób,
reszta to kopie zapasowe, ([ctrl] + [v])*6,
w Hotelu Amnezja zabrakło wolnych miejsc.

Zerwijmy z dyktatem urzędów statystycznych, mówię,
oddajmy głos tym, którym głowa pęka od cytozyny,
przeprowadźmy sondaż wśród botów puszczonych samopas,
eksplozywny pomruk maszyny niech będzie nowym porządkiem.

Nowym porządkiem, początkiem nieobarczonym
– bark w bark siłującym się z migoczącym kalafiorem pojęć
przez pomyłkę trafiającym w kropkę magazynu Amazona,
siedem gór, siedem mórz od terapii szokowej. Bo nie ma

racji kapitał, nie mają racji państwa, narody i miasta,
ma rację Autonomia Konińska w podziemiach dworca.
Ostatecznie, bicie jednogroszówek to tylko, bicie serca
to tylko przykłady, jak bardzo przemoc się nie opłaca.

 

Tak się składa, że ludzie miewają raz w roku urodziny. O dziwo, dotyczy to również poetów. W tym wypadku Radosława Jurczaka, na którego urodzinach miałem przyjemność być i przeczytać na nich rewelacyjny, dedykowany wiersz Tomasza Bąka, który szczęśliwie obydwaj zgodzili się udostępnić.

Poezja okolicznościowa ma bardzo długą tradycję. W antyku płodzono ją namiętnie, generując przy okazji dziesiątki dziwnych słów z rodzaju „epinikion” czy „epitalamium”, które zapełniają ¼ każdego słownika terminów literackich. Tradycja ta sięgnęła też gruntu rodzimego, dzięki czemu każdy student pierwszego roku polonistyki musi niemal na pamięć uczyć się wiersza o psychopatycznym arystokracie, którego mieszczanie zatłukli na śmierć.

Na szczęście gatunki ewoluują i to w formy, których człowiek sam czasem chciałby się nauczyć na pamięć. Wiersz Bąka jest świetny. Przypomina nam bezwzględnie, że wszyscy jesteśmy kopiujwklejkami, typami osobowości wg. coachów, o których świadczy tylko to, co robią, choć znajdują się w niezniszczalnych kratach tego, na co nie mają wpływu.

A „dlaczego classicals”? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam.